Media Rzeszów

Odwiedziło nas:

praca forum fejs program

PODRÓŻE

Fidżi - raj na Ziemi

Dodano: 22.04.2014

fidzi

Wyspa położona na oceanie, palmy, biała plaża, słońce i błękitna woda to marzenie każdego z nas. Takimi obrazkami kuszą biura podróży. Patrząc na nie wydaje się, że to fotomontaż. A jednak na świecie są takie rajskie zakątki, jednym z nich jest Fidżi.

Nasza wycieczka na jedną z wysp Fidżi zaczęła się dość niefortunnie. Po prawie miesięcznej wyprawie do Nowej Zelandii i Australii chcieliśmy odpocząć kilka dni na plaży w cieniu palm kokosowych. Wybraliśmy Fidżi ze względu na stosunkowo niewielką odległość i niską cenę.

Wylądowaliśmy wczesnym rankiem w stolicy, Suvie. Przywitali nas uśmiechnięci Fidżijczycy. Kobiety były ubrane w ciężkie mundury, a mężczyźni przechadzali się w spódniczkach i kwiatami we włosach. Oferowali swoją pomoc, ale my czekaliśmy na transport do hotelu. Niestety nikt się nie pojawiał, a nasze telefony nie działały. Wtedy z pomocą przyszedł pan w spódniczce. Z uśmiechem na twarzy obdarował nas koralami z maleńkich muszelek, a sam zaczął wydzwaniać do naszego hotelu położonego na drugim końcu wyspy. Dopiero po 3 godzinach oczekiwania udało się połączyć z hotelem. Przysłano po nas 2 taksówki. Jedna z nich była oznakowana a druga bez tablic rejestracyjnych i tabliczki Taxi.

Podróż nasza trwała ok. 2 godz. Po drodze obserwowaliśmy codzienne życie mieszkańców wyspy. Zaczęliśmy się troszkę niepokoić, bo jechaliśmy już zbyt długo. Nagle oba auta skręciły w szutrową drogę biegnącą wśród zarośli. Wszyscy pomyśleliśmy, że to porwanie. Po kilkuset metrach zobaczyliśmy ogromny mur z wielką metalową bramą, nasze przypuszczenia nabrały realnego kształtu. Kiedy otworzono bramę, oczom naszym ukazał się raj, małe domki położone nad brzegiem błękitnego oceanu w przepięknym palmowym ogrodzie z mnóstwem egzotycznych kwiatów.

Trafiliśmy tam na koniec sezonu, oprócz nas była tu tylko młoda Chorwatka, która z upodobaniem paradowała w stroju toples, czym wzbudzała ogólną niechęć wśród tubylców. Mieliśmy luksusowe warunki, pustą plażę, basen i ciszę zakłócaną jedynie śpiewem ptaków. Wieczorami nasze domki odwiedzały tysiące żab, nie można było przejść ścieżką, bo nie było gdzie postawić nogi.

Każdego ranka pływaliśmy po niezwykle bogatej rafie koralowej. Fale oceanu zatrzymywały się kilkadziesiąt metrów od brzegu, w ich okolicach ponoć grasowały rekiny. Nie przekraczaliśmy tej granicy, ale co jakiś czas rozglądaliśmy się czy nad wodą nie widać charakterystycznej płetwy.

Podczas odpływu wybieraliśmy się na długie wycieczki wzdłuż brzegu. Na plaży znajdowaliśmy mnóstwo muszli, niektóre z nich były ogromne, niestety nie mogliśmy zabrać ich na pamiątkę. Szukaliśmy pobliskiej wioski, w której miał być sklep. Sklep był, ale można było w nim kupić jedynie kolorowe bransoletki i koraliki. My szukaliśmy czegoś do jedzenia gdyż w hotelu mieliśmy jedynie śniadania. Na nasz widok przybiegły wszystkie kobiety i dzieci mieszkające w drewnianych chatach wioski. Uściskom i powitaniom nie było końca. Przedsiębiorcze panie zaproponowały, że zawiozą nas do miasta za 100$ od łebka. Oczywiście odmówiliśmy.

Postanowiliśmy wyżywić się tym, co pozostało w naszych plecakach i darami natury, które oferuje wyspa. Zrobiliśmy tzw. zrzutkę, znalazła się nawet butelka wina. Na stole pojawiły się papaje, kokosy i banany zerwane w okolicznych gajach przez naszych panów. W nocy rozszalała się ulewa i wczesnym rankiem ujrzeliśmy mnóstwo orzechów kokosowych leżących pod palmami, kolejną ucztę mieliśmy zapewnioną.

fidzi2

Wieczorami przychodził do nas właściciel obiektu, pytał czy czegoś nam nie brakuje, ale głównie chciał porozmawiać. Nasłuchaliśmy się fascynujących opowieści o wyspie i jej mieszkańcach. Pochodził z Australii, jego żoną była o 25 lat młodsza Fidżijka. Na swoje wesele zaprosili mieszkańców okolicznych wiosek. Goście przybyli z lodówkami turystycznymi, zapakowali przeznaczone dla każdego jedzenie i rozeszli się do swoich domów. Wrócili po niedługim czasie i dopiero wtedy zaczęły się tańce i śpiewy.

Kiedy przyjmował ludzi do pracy, spotykał się z nimi i dokładnie pokazywał, co mają robić. Jakież było jego zdziwienie, gdy pracownicy każdego ranka zamiast do pracy, przychodzili do niego by im znów objaśniał wszystko. Narzekał, że pomimo biedy trudno znaleźć dobrego pracownika, bo mieszkańcy Fidżi to ludzie kochający wolność i trudno narzucić im jakieś reguły.

Fidżi to kilkaset niewielkich wysp na oceanie. Wydawać by się mogło, że wszyscy mieszkańcy są wspaniałymi pływakami. Jednak najwięcej nieszczęśliwych wypadków to utonięcia. Mężczyźni wypływają swoimi łodziami i nurkują w poszukiwaniu muszli, by je później sprzedać turystom. W nurkowaniu są mistrzami, ale pływać nie potrafią. Trudno w to uwierzyć, może to bajeczka sprzedana przez naszego gospodarza naiwnym turystom.

Opowieść o kanibalizmie zmroziła nam krew w żyłach, wyobraziliśmy sobie, że za chwilę wylądujemy w wielkim kotle. Tubylcy byli kanibalami, lecz głównie zjadali swoich bliskich. Jedynym białym, który został zjedzony na Fidżi był wielebny Thomas Baker. Misjonarz został zabity i ugotowany po tym, jak wyjął grzebień z włosów wodza plemienia. Dotykanie głowy wodza było karalne. Misjonarza zjedzono w całości, oszczędzając tylko buty, jeden z nich znajduje się w Muzeum Fidżi. Kanibalizm wykorzeniony został tutaj dopiero w połowie XIX wieku. Niedawno mieszkańcy wioski oficjalnie przeprosili potomków misjonarza, gdyż uważają, że za ten czyn spadła na nich klątwa.

Wiedzieliśmy, że nie należy głaskać dzieci po głowach. Ale dzieci są tam tak śliczne i miłe, że ręka sama wyciągała się w kierunku kędzierzawych włosów. Myślę, że dzisiaj nie zwraca się na to szczególnej uwagi, zwłaszcza w ośrodkach turystycznych.

Wszyscy byliśmy zafascynowani wyspą. Tylko nasi znajomi ze Śląska mają mniej radosne wspomnienia. Po powrocie zaczęli chorować, dokuczały im temperatura, bóle mięśni i ogólne osłabienie. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że zarazili się motylicą wątrobową. Niestety nie na wszystkie choroby są szczepionki, każda podróż niesie z sobą ryzyko.

GRAŻYNA SROCZYŃSKA
„Głogowiak Extra”

Zobacz również: